07.12.2011
Agnieszka Muszka

BOOGIE BOYS na żywo

BOOGIE BOYS na żywo

Ci, którzy zechcieli spędzić wieczór 25 listopada 2011 r. w gryfowskim hotelu „STACJA NAD KWISĄ” odebrali piękną nagrodę. Koncerty plenerowe, stadionowe, czy w dużych halach, to nie to, co bliski kontakt z dobrą muzyką w dobrym wykonaniu. Tercet „BOOGIE BOYS” zaskoczył nawet organizatorów. 

– Występował już w innym „Dobrym Miejscu”, w czeszowskim „Niezłym Młynie” i tam przeszedł pozytywną weryfikację – mówi Bogdan Ludkowski, organizator przedsięwzięcia i szef gryfowskiego hotelu. – Ale to, co dwaj pianiści: Bartosz Szopiński i Michał Cholewiński wspomagani perkusistą Miłoszem Szulkowskim pokazali w Gryfowie Śl. przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. 
Kunszt muzyczny, żywiołowość i kultura osobista zespołu budziły najwyższy szacunek. Udało im się rozgrzać do czerwoności oziębłe początkowo audytorium. Z kolei im też się podobało i z pewnością jeszcze powrócą.
Jednak – jak mówią organizatorzy imprezy – szkoda tylko, że na sali było zaledwie 70 osób, a mogło być dwa razy tyle. Oczywiście jakość jest najważniejsza, ale ilość publiczności też ma wielki wpływ na atmosferę zdarzenia. 
– Odbierane następnego dnia telefony od ludzi, którzy nie byli, a słyszeli i zostawiali swoje e-maile z prośbą, byśmy zawiadamiali ich o następnych muzycznych akcjach w „STACJI NAD KWISĄ”, świadczą o tym, że teraz może już być tylko lepiej – zapewnia z satysfakcją Bogdan Ludkowski.

– Występował już w innym „Dobrym Miejscu”, w czeszowskim „Niezłym Młynie” i tam przeszedł pozytywną weryfikację – mówi Bogdan Ludkowski, organizator przedsięwzięcia i szef gryfowskiego hotelu. – Ale to, co dwaj pianiści: Bartosz Szopiński i Michał Cholewiński wspomagani perkusistą Miłoszem Szulkowskim pokazali w Gryfowie Śl. przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Kunszt muzyczny, żywiołowość i kultura osobista zespołu budziły najwyższy szacunek. Udało im się rozgrzać do czerwoności oziębłe początkowo audytorium. Z kolei im też się podobało i z pewnością jeszcze powrócą.Jednak – jak mówią organizatorzy imprezy – szkoda tylko, że na sali było zaledwie 70 osób, a mogło być dwa razy tyle. Oczywiście jakość jest najważniejsza, ale ilość publiczności też ma wielki wpływ na atmosferę zdarzenia. – Odbierane następnego dnia telefony od ludzi, którzy nie byli, a słyszeli i zostawiali swoje e-maile z prośbą, byśmy zawiadamiali ich o następnych muzycznych akcjach w „STACJI NAD KWISĄ”, świadczą o tym, że teraz może już być tylko lepiej – zapewnia z satysfakcją Bogdan Ludkowski.

print

Na skróty