02.02.2011
Agnieszka Muszka

O mały włos

O mały włos

To już drugie tak tragiczne zdarzenie w naszym regionie, które nie oszczędziło siedlisk ludzkich. Tym razem o sporym szczęściu mogą mówić mieszkańcy jednej z zabytkowych renesansowych kamienic gryfowskiego rynku, którzy cudem ocaleli z pożaru swojego domostwa.

Wszystko zaczęło się niepostrzeżenie. Noc 21 stycznia była taka jak to zwykle zimową porą bywa – ludzie dogrzewali swoje mieszkania, szykując się też do nocnego spoczynku. W renesansowej kamienicy w samym sercu Gryfowa nikt z mieszkańców także nie myślał o tym, że coś może zakłócić ich wieczorny spokój. Tuż przed godziną 23.00 zauważono gęsty dym unoszący się nad jedną z kamienic nad południową pierzeją gryfowskiego rynku.
– Nagle usłyszeliśmy trzaski. Okazało się, że to już dachówki leciały, wszystko było w ogniu. Pobiegłam z córką na górę do sąsiada mieszkającego nade mną, by sprawdzić co się dzieje i zobaczyłyśmy, że pół strychu już było zajęte przez ogień. A na koniec zawalił się sufit i wszystek gruz runął do pokoju córki – mówi zrozpaczona pani Barbara Olszewska.
Został wyłączony dopływ prądu i gazu, a o sprawie natychmiast powiadomiona została straż pożarna. Na miejsce zdarzenia skierowane zostały dostępne siły i środki. Jako pierwsze przybyły do pożaru dwa zastępy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Gryfowie Śl. Po rozpoznaniu okazało się, że pożarem objęta jest najwyższa kondygnacja budynku wraz z poddaszem oraz częścią dachu. Natychmiast strażacy rozpoczęli gaszenie. Po kilkunastu minutach dojechały kolejne jednostki straży pożarnej.

 

Działania zakończono około godz. 4 nad ranem. W sumie w zdarzeniu brały udział dwa zastępy z Państwowej Straży Pożarnej z Lwówka Śląskiego wraz z drabiną, dwa zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej z Gryfowa, dwa zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej z Mirska i jeden zastęp z Ochotniczej Straży Pożarnej z Rząsin – mówi Krzysztof Król, prezes OSP w Gryfowie Śl.
W wyniku pożaru spaleniu uległa 1/3 dachu i mieszkanie na poddaszu. Drugi lokal wraz z cukiernią bardzo poważnie zostały zalane wodą w wyniku akcji gaśniczej. Przyczyny pożaru bada policja.
W budynku zamieszkiwało w sumie 5 rodzin, które natychmiast zostały ewakuowane. Szybkie dostrzeżenie zagrożenia i interwencja strażaków uniemożliwiły przedostanie się ognia na sąsiednie budynki, z których jeden był w ostatnim czasie odnawiany w ramach programu rewitalizacji miasta. Mimo wszystko straty są ogromne a samo miejsce przypomina istne pobojowisko.

 

U mnie jest wszystko zniszczone, meble są zamoknięte, a nowa wykładzina do wyrzucenia – mówi pani Barbara. – Nie wiem co to będzie. Dostaniemy zastępcze mieszkanie na czas remontu, ale co ja mogę wyremontować? Za co? Nasze mieszkanie nie było nawet ubezpieczone.
Kobieta wciąż nie może się otrząsnąć z tego wszystkiego co ją spotkało. Pani Barbara – jak sama mówi – żyje tylko z niskiej renty i z tego co dorobi dodatkowo jej mąż. Perspektywy zatem nie przedstawiają się różowo. Na tyle na ile to możliwe chce pomóc także i miejscowy samorząd. Przede wszystkim starając się uporządkować pogorzelisko.

 

Bardzo chcielibyśmy pomóc ofiarom tego pożaru, ale budżet naszej gminy jest w tym roku tak szczupły, że niestety na jakąś większą pomoc pogorzelcom po prostu nie ma pieniędzy. Proponowaliśmy doraźne miejsce zakwaterowania w świetlicy środowiskowej, ale nikt nie skorzystał – rozkłada bezradnie ręce burmistrz Olgierd Poniźnik. – Budynek był ubezpieczony, więc to powinno w znacznej mierze pokryć koszty naprawy zniszczeń.
Poza tym mieszkańcy mogą liczyć także na zaradność i pomoc zarządcy wspólnoty mieszkaniowej, który osobiście wraz ze swoją ekipą oglądał zniszczenia, notując szczegółowo zakres niezbędnych prac remontowych.

 

Jako zarządca będę się starał przede wszystkim o dofinansowanie zabezpieczenia tego dachu. W dalszej kolejności o środki kredytowe, a następnie trzeba będzie przystąpić do zabezpieczenia budynku, żeby ludziom tutaj nie padał deszcz, śnieg, czy nie doskwierał mróz – mówi Piotr Wolniewicz z Agencji Nieruchomości „DOMATOR”, zarządca kamienicy. – Potem trzeba będzie usunąć nadpaloną więźbę oraz belki stropowe i wykonać nowe pokrycie dachowe.
W przypadku tego pożaru można mówić o dużym szczęściu. Wszak serce Gryfowa to cenne zabytkowe kamienice, które pamiętają nie jeden epizod z jego długiej historii. Wystarczyło przecież jakieś niedopatrzenie, czy zbyt późne zaalarmowanie pożarników i w jednej chwili spłonęłoby pół miasta. Byłaby to rozpacz porównywalna z wojenną pożogą lub z pożarami, jakie kilkaset lat temu nawiedzały miasta z ciasną zabudową jaką posiada Gryfów czy Lubań.

 

Ziemia Lubańska Nr 3(410) * 2-16.02.2011

print

Na skróty