30.12.2013
Agnieszka Muszka

Piernikowe święta

Piernikowe święta

Boże Narodzenie to czas, w którym każdy w jakiś wyjątkowy sposób stara się go zaznaczyć. Są jednak wśród nas ludzie, dla których przygotowania do tego najpiękniejszego, rodzinnego wieczoru w roku to nie tylko wytężona praca, ale i całe mnóstwo pasji. Taka właśnie jest Barbara Pasiak, która już od listopada sumienne wypieka setki pierników z myślą o wigilijnym stole.

Barbara Pasiak, to młoda mama trojga dzieci, z których najmłodsze ma 6, a najstarsze 15 lat. Mieszka w niewielkiej miejscowości o nazwie Wieża koło Gryfowa Śl. Od listopada codziennie wypieka pierniki i to w najprzeróżniejszych kształtach i kombinacjach – gwiazdek, choinek, Mikołajów i bałwanków. Dech zapierają te w kształcie domków lub zaprzęgu reniferów. To mnóstwo czasu, pracy i główkowania, ale przede wszystkim w tych domowych wypiekach widać serce i ogromną świąteczną pasję. Widać to nie tylko na jej stołach w pokoju i kuchni, ale od samego progu jej mieszkania czuć jak subtelna i aromatyczna zarazem woń piernikowych wypieków unosi się w powietrzu, dając znać, że Boże Narodzenie jest tuż tuż.

– Coś sobie człowiek umyśli, żeby było miło, przyjemnie i tak właśnie powstają te moje pierniczki – mówi pani Barbara. – I to nie tylko przy okazji świąt Bożego Narodzenia. W ciągu roku także coś ciekawego udaje się zrobić.

Jak powstają te piernikowe cuda, przyozdobione białym i czerwonym lukrem? To tajemnica kuchni pani Barbary, której nikomu nie zdradzi. Powiedzieć jednak można, że jest to przepis jeden, sprawdzony i odpowiednio dopracowany, a nawet nieco bardziej urozmaicony.

– Pomysły przychodziły z czasem. Zawsze przychodzi chęć, by coś ulepszyć i zrobić coś ładniejszego – opowiada Barbara Pasiak. – Na początku były tylko same proste pierniki, a potem coraz bardziej wymyślne i coraz bardziej składane. Piekę już 3 lata i co roku dochodzą jakieś nowe pomysły.

Domki z piernika pieczone są w elementach, które podobno wyglądają jak cyfry. Z jednej strony wychodzi dziewiątka, z innej zero. Kiedyś dzieci przyszły ze szkoły i zaczęły wypytywać panią Barbarę po co jej tyle cyferek. Potem okazało się, że to są właśnie przody i tyły domków. Tak powstawały magiczne piernikowe budowle, które pani Barbara często przyozdabia razem z dziećmi. To dobry sposób na to, aby więcej czasu spędzić razem. Jakiś czas temu zdarzyło się nawet, że ktoś ze znajomych poprosił ją o upieczenie… 300 pierniczków. To było wyzwanie, ale gdy lubi się piec takie pyszności, trudno go nie podjąć.

Odrobina cierpliwości i nieco wysiłku mogą sprawić, że te świąteczne wypieki będą naprawdę cudowne i pięknie będą się prezentować nie tylko na bożonarodzeniowej choince, ale także na półmiskach u rodziny i przyjaciół, którzy z entuzjazmem sekundują talentowi pani Barbary, przejawiającym się nie tylko w cukiernictwie, ale także w ręcznie wykonywanych bombkach ze wstążek, kwiatach z bibuły, czy wielkanocnych pisankach.

– Podobno piernik jest lepszy gdy poleży dłużej. Jeden, który wyszedł z piekarnika już trzy tygodnie temu, czeka na swój wielki świąteczny dzień. Pięknie przyozdobiony będzie cieszył oczy i podniebienia najbliższych – podsumowuje Barbara Pasiak.

(Artur D. Grabowski)

print

Na skróty