05.11.2014
Agnieszka Muszka

Są wśród nas Moja kulinarna przygoda

Są wśród nas Moja kulinarna przygoda

Pani Małgorzata mieszka w podgryfowskiej Wieży. Wspólnie z mężem Bronisławem prowadzi ekologiczne gospodarstwo rolne, uczestniczy w kiermaszach i konkursach, prezentując lokalne produkty i potrawy. Jej kulinarna przygoda na dobre zaczęła się w 2007 roku i z ogromnym powodzeniem trwa do dziś.

Konkursowe początki

Obecnie niemal na każdym kanale telewizyjnym można oglądać programy, w których ludzie pokazują swój kunszt, często wykorzystując przepisy zaczerpnięte z rodzinnej kuchni. Jednak prawdziwych mistrzów regionalnej kuchni mamy tuż obok siebie. Nie rzucają się w oczy i skromnie przechodzą od jednego pomysłu do drugiego. Zachęceni przez przyjaciół biorą udział w konkursach i właśnie wtedy objawia się ich prawdziwe bogactwo, które wyraża się w potrawach wyjętych z rodzinnej tradycji, pielęgnowanej z dziada pradziada. Taka jest właśnie Małgorzata Makuchowska z Wieży, która latem tego roku po raz kolejny zaimponowała konkurentom, choć nie tylko, zdobywając I nagrodę w konkursie „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów”. Jej szynka jagnięca pieczona i nalewka malinowa zrobiły furorę.

– Moja przygoda z konkursami kulinarnymi rozpoczęła się w roku 2007. Pani Teresa Polesiak, która pracuje w gryfowskiej placówce Ośrodka Doradztwa Rolniczego, powiadomiła mnie, że odbywa się taki konkurs we Wrocławiu – opowiada pani Małgorzata. – Dopiero po jakimś czasie podjęłam decyzję o udziale. Nie było to łatwe, bo trzeba mieć przepisy, które, że tak powiem, są z dziada pradziada.

Małgorzata Makuchowska zaczynała od konkursu ekologicznego, ponieważ w tamtym czasie jej gospodarstwo posiadało specjalny certyfikat. Wtedy właśnie do konkursu zgłoszony został jej likier malinowy. Przez kilka ostatnich lat na tego typu wydarzenia jeździła sama, wspierana przez najbliższych. W tym roku startowała jeszcze mieszkanka pobliskiej Proszówki.

Gotowanie z pasją

Konkursy konkursami, ale żeby stworzyć coś naprawdę wyjątkowego trzeba mieć talent i wyczucie smaku. Trzeba po prostu umieć korzystać z całego tego bogactwa, które nasi przodkowie nam pozostawili, podglądać innych i nieustannie wymieniać doświadczenia. To trzeba po prostu kochać.

– Bardzo lubię gotować, piec i takie właśnie rzeczy robić. To sprawia mi ogromną radość i satysfakcję – podkreśla pani Małgorzata. – Kiedy byłam dzieckiem, mój wujek robił różnego rodzaju wódki, likiery i jeszcze inne nalewki. Niestety niewiele z tego czasu pamiętam, ale coś udało się ocalić od zapomnienia i zawsze jakiś trunek na święta przygotuję.

Od 2005 roku państwo Makuchowscy zaczęli hodować owce rasy wszosówka. Chcieli przygotowywać to mięso dla siebie, ale też promować jagnięcinę i różnego rodzaju potrawy z jej udziałem. A że także rodzice pani Małgorzaty hodowali owce, więc znalezienie przepisów starych i sprawdzonych, które w rodzinie mają bardzo długą historię, nie było tak bardzo trudne.

– To były takie pokoleniowe, stare przepisy. Tak się zaczęło – mówi Małgorzata Makuchowska. – Nigdy nie myślałam, że będę brała udział w tak trudnych konkursach, a byłam już pięć razy. Muszę przyznać, że jest to dla mnie ogromna satysfakcja.

Kiełbasa trzech pokoleń

W 2012 roku w książeczce, będącej pokłosiem konkursu, pani Małgorzata zaprezentowała kiełbasę jagnięcą, która zdobyła wówczas bardzo dobre noty wśród jurorów.

– Do przygotowania tego produktu wykorzystuje się ekologiczną jagnięcinę z własnego gospodarstwa, położonego na Pogórzu Izerskim. Hodowla oparta na naturalnym żywieniu wpływa na delikatność, soczystość i wysoką jakość mięsa. Tradycyjna receptura została zachowana dzięki przekazowi trzech pokoleń – tłumaczy mieszkanka podgryfowskiej Wieży.

Oto dowód na to, że tradycyjna rodzinna kuchnia wcale nie musi odchodzić do lamusa, ustępując marketowym wędlinom, których jakość często pozostawia wiele do życzenia. Warto sięgać do domowych przepisów i rodzinne specjały pokazywać na zewnątrz. To sposób na zachowanie pamięci o rodzimym dziedzictwie, którego świadectwem są nie tylko dokumenty i fotografie, ale także bogactwo potraw i starych, kuchennych kombinacji. Taka pasja, jak u pani Małgorzaty, promieniuje i zaraża innych, czego przykładem może być jej 9-letni syn, który z ogromnym zapałem towarzyszy jej konkursowym i kulinarnym sukcesom. Jak sama mówi – on się bardzo tym wszystkim interesuje i za każdym razem nie może się doczekać kolejnych smakołyków, które trafią nie tylko na jurorskie stoły. W ten wyjątkowy sposób promują one wieś i całą gminę Gryfów Śl., co dostrzega również burmistrz Olgierd Poniźnik. Jest to bowiem szansa na pokazanie czegoś nowego i wartościowego, choć mocno zakorzenionego w kulturze i tradycji mieszkających tu ludzi.

– Pani Małgorzata jest bardzo skromna i trochę późno zaczęliśmy ją doceniać. Podczas ostatnich dożynek wyróżniliśmy ją za to wszystko co robi. Jest to w końcu niesamowita promocja gminy, z czego się bardzo cieszę – podkreśla burmistrz Poniźnik.

Wszystko zatem wskazuje na to, że stare powiedzenie – „przez żołądek do serca” w podgryfowskiej Wieży nabiera całkiem nowego znaczenia. I tego należy się trzymać!

(Artur D. Grabowski)



print

Na skróty