20.05.2015
Agnieszka Muszka

Wyrwani z korzeni

Wyrwani z korzeni

Maj to miesiąc patriotycznych obchodów i historycznych rocznic. Wiele w tym patosu, wzniosłych słów i odniesień, które sięgają daleko w przeszłość naszej narodowej wspólnoty. Jednak czy rzeczywiście to świętowanie przekłada się na nasze osobiste doświadczenie Polski i polskości? Szczerze wątpię. 70 lat temu zakończyła się II wojna światowa. Jej finał, a więc przesunięcia granic, a – co za tym idzie – także zmiany ludnościowe.

Na Dolnym Śląsku ludność polska zastąpiła Niemców, którzy tymi ziemiami władali właściwie już od średniowiecza. Najpierw dominacja czeska, potem austriacka i w końcu pruska. Oczywiście przez lata Polski Ludowej podkreślało się piastowski aspekt Śląska, ale tak naprawdę powiedzieć trzeba, że jest to mit, który niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Król Kazimierz Wielki odstąpił w 1335 roku Śląsk Czechom w zamian za gwarancje odstąpienia od praw do polskiego tronu, a część piastowskich książąt śląskich od dawna ciążyła bardziej ku Czechom i Niemcom niż ku Polsce. O tym się jednak rzadko pamięta. Po II wojnie światowej polska ludność tworzyła tutaj, na tzw. Odzyskanych Ziemiach Zachodnich i Północnych, zręby polskiej kultury i państwowości. W 1985 roku w wielu gminach obchodzono 40-lecie powrotu Dolnego Śląska do macierzy, co było iście propagandową akcją, pokazującą Śląsk jako ziemie bezsprzecznie polskie od zarania dziejów, a niemiecki passus tylko jako przypadek w historii. Od 1989 roku do tego typu spraw przywiązuje się już nieco mniejszą wagę i nie stanowi ów aspekt politycznego środka do walki propagandowej. Kurz bitewny opadł.

8 maja – Narodowy Dzień Zwycięstwa – to okazja do zastanowienia się nad historią i naszym miejscem w świecie. Ludzie, którzy przyszli tutaj mieszkać po wojnie to przede wszystkim mieszkańcy dawnych wschodnich terenów II Rzeczypospolitej, którzy swoje korzenie mają na terenie dzisiejszej Ukrainy, Białorusi czy Litwy. Tutaj odnaleźli swój drugi dom, choć wielka tęsknota do tego pierwszego nigdy nie wygasła. Patrząc jednak na całe te powojenne przesiedlenia, można zadać sobie pytanie, czy zwycięstwo nad hitlerowskim terrorem było dla nas faktycznym zwycięstwem i czy w efekcie nie zostaliśmy jeszcze bardziej skrzywdzeni poprzez utratę ziem, w których w większości są korzenie, źródła naszych rodzin. Odwiedzając Poznań, Gniezno, Kraków, czy Warszawę odnajdujemy pamiątki polskiej historii – zamki królewskie, wspaniałe katedry z grobami polskich władców i bohaterów narodowych, czy też inne miejsca mówiące o wspaniałej historii Narodu Polskiego. Na tym buduje się pamięć narodową, dumę i poczucie patriotyzmu. Oczywiście takich miejsc jest znacznie więcej i nie są to tylko wielkie ośrodki miejskie. Mieszkając na Dolnym Śląsku jesteśmy pozbawieni tego. Nasz patriotyzm staje się sumą wzniosłych haseł, z których wiele zdaje się być oderwanych od życia i historycznej ciągłości. Coś zostało ucięte, zakłócone. Wspomnienie Lwowa i tęsknota za utraconą ojczyzną uświadamia fakt, że trudno być Polakiem tak na sto procent, gdy wokół przytłacza niemiecka historia i architektura. Trudno przeżywać polskość i kształtować ją w miejscu, gdzie ciągle mówi się, że tu byli Niemcy. Prawdzie Polakiem można poczuć się natomiast w miejscach naznaczonych chwałą Rzeczypospolitej – tam serca rozpiera duma i radość, że to jest właśnie ten naród – nasz naród. Widząc poznański zamek, w którym wesele miał król Kazimierz Wielki lub arsenał wybudowany przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, albo wchodząc na warszawską starówkę z Zamkiem Królewskim i archikatedrą św. Jana, a także na Wawel, czy też Jasną Górę (szczególnie do Kaplicy Cudownego Obrazu), odnosi się wrażenie, że historia Rzeczypospolitej przenika najgłębsze pokłady jestestwa, przemawiając wyraźnie do świadomości. I tak właśnie jesteśmy oderwani od naszych korzeni, od tego poczucia narodowej spójności. Nasze wybory motywowane są tylko teraźniejszością, a spojrzenie w polską narodową przeszłość, naznaczone cieniem niemieckiej przeszłości tych ziem, staje się mało atrakcyjne i właściwie pozbawione wszelkiego smaku. Trudno jest zrozumieć nam, dolnoślązakom, ideały herosów Rzeczypospolitej, które powodowały, że Polska nigdy nie umarła, bo na naszej dolnośląskiej ziemi niewiele jest, albo zgoła wcale, śladów tysiącletniej polskiej historii, a wszystko to, co dziś jest polskie, jest takie inne, że aż obce, wyrwane z korzeni…

Niech to ocaleje, niech to się uchowa, 

Ta mała cząsteczka prawdziwego Lwowa!

Bo Lwów to nie jest tylko okolica na mapach – 

To ludzie – to piosenka – 

to ta mowa – 

to ten zapach – 

/M.Hemar, Chlib Kulikowski/

(Artur D. Grabowski)

print

Na skróty