15.10.2014
Agnieszka Muszka

Z nieba do piekła…

Z nieba do piekła…

10 września br. gryfowianie podejmowali u siebie gości z Pieńska. Do przerwy gospodarze prowadzili 3:2 po dwóch golach Baszaka i jednym Hermana. Niestety po zmianie stron z czasem było coraz gorzej. Ostatecznie Hutnik wpakował dla Gryfowa pięć bramek.

Z uwagi na dość nietypową porę (środowe popołudnie) tego spotkania, po kadrze Gryfa widać było, że brakuje kilku graczy, m.in. Chlabicza, Króla, Gandurskiego, A.Roskowińskiego i Skwary. Gryfowianie rozpoczęli mecz w następującym ustawieniu: bramka: Nowosielski, obrona: Traube, Rewers, Wójcikowski, Koko, pomoc: Rodziewicz, Marzec, Herman, Baszak, Koman, atak: Ślusarczyk. Już w ósmej minucie spotkania mocnym uderzeniem pod poprzeczkę wynik meczu otworzył Bartosz Herman. Jednak minutę później szybką akcję na bramkę Gryfa przeprowadzili goście, a niepewnie interweniujący Nowosielski dał szansę Dominikowi Szydlarskiemu, której ten nie zmarnował. Dwie minuty później w wyniku nieporozumienia między bramkarzem a obrońcą GKS-u niezawodny Dariusz Kowal umieścił piłkę w siatce. Od tego momentu mecz był dosyć otwarty, obie drużyny często przeprowadzały akcje, jednak to Gryf chciał częściej zagrozić bramce gości. Piłkarze z Pieńska nie oszczędzali m.in. Krzysztofa Marca czy Roberta Rodziewicza. Swoje umiejętności pokazał Mateusz Baszak, który do przerwy dał Gryfowi jednobramkowe prowadzenie – gol po asyście Pawła Ślusarczyka, oraz uderzenie z woleja ustawiły wynik na 3:2. Po zmianie stron gryfowianie chcieli bezpiecznie podwyższyć rezultat na 4:2, jednak zmarnowali kilka dobrych sytuacji, m.in. Ślusarczyk. Swoich sił próbował również Bartek Herman, Sebastian Koman, Tomek Traube i Mateusz Baszak. Ktoś powiedział na trybunach: niewykorzystane sytuacje lubią się mścić – wysoko ustawieni gospodarze co jakiś czas odsłaniali tyły, a Hutnik konsekwentnie po kontrach rozrywał defensywę Gryfa – w 83 minucie na 3:3 podwyższył Szydlarski, a później dwa gole dołożył Dariusz Kowal – 3:5. Mimo nieprzyjaznej aury, dzisiaj (ale nie tylko) widać było, że gryfowianie chętnie przychodzą oglądać swoich reprezentantów w piłce nożnej – cieszy zwłaszcza obecność i aktywny udział w dopingu coraz liczniejszej „żylety” (już nie tylko kilku kibiców, ale również trampkarze i juniorzy Gryfa starają się wspomagać swoich starszych kolegów). Kolejny mecz, który był wyrównany i który gryfowianie zagrali na swoim terenie okazał się porażką żółto-niebieskich.

(IW)


print

Na skróty